59. rocznica powstania Muzeum Stutthof. To trudny rok dla instytucji i tworzących ją Świadków Historii

PP
Dokładnie 59 lat temu, 17 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, 12 marca 1962 roku w Sztutowie oficjalnie powołano do istnienia Muzeum Stutthof. Ostatni rok był czasem wyjątkowo trudnym, szczególnie dla muzeum i tak ważnych dla jego istnienia Świadków Historii. Nawet w chorującym świecie miejsca pamięci wciąż mają swoją rolę, choć brakuje wspólnej obecności, która pomaga zrozumieć Stutthof. Przypomnijmy jak wiele znieść musieli ci, którzy walczyli o powstanie muzeum.

Jak co roku o niezwykłym charakterze miejsca a także jego skomplikowanej historii przypomniał dyrektor Muzeum Stutthof Piotr Tarnowski.

- Choć formalnie zainicjowała go uchwała Prezydium Wojewódzkiego, to do życia powołał go wielki wysiłek byłych więźniów, Świadków Historii i ich Rodzin. To oni, ludzie którym przyszło żyć w niezwykle trudnych czasach – najpierw wojny, potem stalinowskich prześladowań, w końcu szarej rzeczywistości PRL, mimo bólu wspomnień, przyjechali tu i położyli kamień węgielny dla Pamięci tego miejsca.

- zaznacza dyrektor Tarnowski.

- Kamień węgielny dla kolejnych pokoleń, także pracowników i współpracowników Muzeum, to ogromne zobowiązanie, ale i honor. Dla mnie szczególnie, pamiętam moje pierwsze uroczystości rocznicowe sprzed 13 lat, gdy objąłem funkcję dyrektora. Spotkanie w gronie Świadków, jeszcze wtedy licznym, wspólne rozmowy, modlitwy, uściski rąk. Przyjęli mnie z otwartością, przekazali mnóstwo istotnych przemyśleń, rad i historii. Ciągle ważnych, nadal aktualnych. Słowa i przesłania, które wtedy padały, wracają do mnie przez te lata wielokrotnie.

Wydawać by się mogło, że instytucja jaką jest Muzeum Stutthof wyrosła w pewien sposób naturalnie, że obiektywna potrzeba upamiętnienia tych tragicznych wydarzeń jest wystarczająca, by pchnąć władze (nawet te komunistyczne) do utworzenia takiego miejsca. W rzeczywistości jednak nic nie przychodzi łatwo, o ,,prawo" do terenu byłego obozu spierało się wiele podmiotów, początkowo miejsce to miało pełnić rolę nawet ośrodka turnusowego. Do powstania muzeum ostatecznie przyczyniły się upór i determinacji byłych więźniów, świadków historii i ich rodzin.

Obozem powinni zarządzać więźniowie

KL Stutthof został zajęty przez wojska Armii Czerwonej rankiem 9 maja 1945 roku. Pobyt Rosjan i zarządzanie przez nich terenem byłego obozu trwały do listopada 1945 roku. W tym czasie odbywały się pierwsze zebrania i rozmowy byłych więźniów Stutthofu. Na samym terenie Pomorza Gdańskiego mieszkało ich wówczas przynajmniej kilkanaście tysięcy. Była to w dużej swej części grupa zamknięta. Jednym z najważniejszych tematów podejmowanych zawsze na zebraniach byłych więźniów było zabezpieczenie pozostałości obozu, w którym cierpieli i w którym zginęło wielu ich kolegów.

Pierwsze pisma w tej sprawie wysłano wiosną 1946 roku. Na czele inicjatywy stanął prezes Związku Byłych Więźniów dr Lech Duszyński. Urzędy wojewódzkie pozostawiały pisma bez odpowiedzi, ostatecznie list wysłano bezpośrednio do ówczesnego premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego.

Nie czekając na ostateczne ustosunkowanie się władz, już 7 września 1946 roku na terenie byłego obozu Stutthof odbył się pierwszy kilkutysięczny zjazd jego byłych więźniów. W tym samym czasie teren byłego obozu służył jako wielki rezerwuar materiałów budowlanych i wyposażenia, były tam również kwatery pracownicze i okazjonalnie organizowano tam turnusy dla "młodzieży kolonijnej". Jak można wyczytać ze sprawozdań, za opał do wieczornych ognisk młodym junakom służyły m.in. prycze i szafy z wyposażenia baraków poobozowych.

Premier zgodę na uznanie Stutthofu za Muzeum i Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego wyraził we wrześniu 1946 roku przekazując sprawę ministrowi rolnictwa. Ostatecznie 6 marca 1947 roku starosta powiatu gdańskiego powierzył teren byłego obozu Stutthof na rzecz gdańskiego okręgu Polskiego Związku Byłych Więźniów. Przekazanie miało jednak charakter symboliczny a nie prawny, gdyż nie sporządzono żadnego aktu przekazania własności.

Spór o ziemię

Jeszcze w tym samym roku o swoje upomniała się Dyrekcja Lasów Państwowych, która uznała, że skoro obóz powstał poprzez wycięcie 60 hektarów lasu, tak teren formalnie należy do nich, a decyzje premiera są bezprawne. Związek musiał przekazać większość terenu pod zalesienie, pod funkcje muzealne przekazano zaledwie skrawek terenu, a i ten niewielki obszar formalnie szybko przekazano na rzecz Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Okres stalinizmu rzucił cień na całe dotychczasowe przygotowania. W 1949 Związek Byłych Więźniów Politycznych włączono do jednej organizacji kombatanckiej sterowanej przez władze. Początkowo intensywne prace Ministerstwa Kultury w kierunku utworzenia Muzeum Martyrologii w Stutthofie zaczęły tracić impet. Środki były coraz mniejsze, teren Starego Obozu mimo wpisania do Rejestru Zabytków nie był należycie zabezpieczany.

Ostatecznie w byłych murowanych budynkach części SS-mańskiej KL Stutthof rozlokowane zostały dwie kompanie Wojsk Ochrony Pogranicza. Aż do 1956 roku kilkuset żołnierzy z poboru podległych ówczesnemu Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego mieszkało w byłej komendanturze obozu, defilowało i prowadziło strzelania na placu przed nią. Po raz kolejny na terenie byłego obozu organizowano turnusy wakacyjne aż do połowy 1962 roku. Organizowano tam także wielotysięcznie wiece poparcia dla partii.

Muzeum jakie znamy

Dopiero po 1956 roku udało się powrócić do walki o powstanie muzeum. Wówczas wielu z byłych stutthowiaków przejęło decyzyjne stanowiska w ministerstwach. Małymi krokami udało się nakierować sprawę na właściwe tory. Jeszcze w 1959 roku udało się zabezpieczyć i zrekonstruować budynek krematorium obozowego, gdzie otwarto pierwszą skromną ekspozycję historyczną.

W 1961 roku zapadła ostateczna decyzja polityczna i finansowa w sprawie powstania Państwowego Muzeum Stutthof w Sztutowie. To zrządzenie losu, że pozytywną opinię po 16 latach wydał były więzień obozu koncentracyjnego, premier Józef Cyrankiewicz. Oficjalnie muzeum powołano do życia 12 marca 1962 roku.

- Kończyły się w ten sposób lata zapomnienia, a duża część Pomorzan, w tym byli więźniowie i ich rodziny, poczuła ulgę i dumę, że niełatwa historia najnowsza naszego regionu, której Stutthof jest i będzie jeszcze długo nieodłącznym elementem, znalazła swoje symboliczne uzewnętrznienie.

- tak tę historię podsumował dr Marcin Owsiński z Muzeum Stutthof.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie