,,Chciałabym ostrzec przed utratą dziedzictwa Żuław." Rozmowa z Martą Koperską, autorką nagradzanego ,,Domu podcieniowego na Żuławach"

Patryk Philipp
Patryk Philipp
Czy Żuławy mogą konkurować z Japonią czy Kubą? Tegoroczna edycja Nagród Magellana pokazuje, że mogą. Rozmowa z Martą Koperską, autorką książki ,,Domu podcieniowego na Żuławach” - która uzyskała wyróżnienie w nagrodach Magellana dla najbardziej wartościowych publikacji turystycznych.

Nie będę ukrywał, nie zapoznałem się w całości z Pani publikacją. To naprawdę spory tom i na pierwszy rzut oka widać, że wymagał czasu, determinacji i przede wszystkim pracy. Dlaczego wybór padł akurat na domy podcieniowe?

Myślę, że obok wiatraków i gotyckich kościołów są to najważniejsze ikony Żuław, najbardziej charakterystyczne i najbardziej reprezentacyjne elementy. Stąd też mój wybór padł na podcienia.

Często możemy spotkać się z opinią, jakoby domy podcieniowe były elementem spotykanym wyłącznie na Żuławach. To uprawnione stwierdzenie?

Ograniczanie występowania domów podcieniowych do Żuław jest pewnego rodzaju uproszczeniem. To nie tak, że były one budowane wyłącznie tam. Podobne obiekty możemy znaleźć również na Mazurach czy podróżując trochę dalej w stronę rosyjską. Nieco inne znajdziemy także w Niemczech. Zresztą w książce pokazuję mapę śląskiego rytownika, który przedstawiał miasteczka dolnego śląska, gdzie było pełno takich domów na rynkach.

Staram się być detektywem śledczym i wszędzie gdzie jadę poszukuję podcieni. Na kilka natknęłam się w Hiszpanii czy we Włoszech. Jest tam kilka miejscowości, gdzie znaleźć możemy całe pierzeje domów podcieniowych, przy czym mają one zupełnie inny charakterze niż te żuławskie.

Ile czasu poświęciła Pani na opracowanie badań?

Zebranie materiałów do książki, która jest tak naprawdę moim doktoratem, trwało mniej więcej 7 lat. Jestem też autorem strony graficznej, całą książkę opracowywałam przez kolejne 1,5 roku.

Już wtedy miała Pani w głowie, że doktorat ukaże się jako publikacja turystyczna?

Kiedy kończyłam doktorat, już nosiłam się z zamiarem opublikowania go w formie książkowej. Zakładałam, że nie powinien być tzw. pułkownikiem, tylko zostać udostępniony w tej czy innej formie szerszemu gronu czytelników.

Nie da się ukryć, że książka ma podłoże opracowania stricte naukowego. Czy mimo tego każdy, kogo nie interesuje w tak dużym stopniu architektura czy tematy z nią powiązane znajdzie w niej coś dla siebie?

Sądzę, że tak. Książka jest bogato ilustrowana, zawiera ponad 500 zdjęć. Zresztą funkcjonuje bardziej jako album niż jako opracowanie naukowe. Można w niej zobaczyć, jak obecnie wyglądają domy podcieniowe, w jakim są stanie. Starałam się również zamieszczać materiały archiwalne, do których nie wszyscy mają dostęp, bo znajdują się w Narodowym Instytucie Dziedzictwa czy w zasobach niemieckich. Chciałam pokazać także, ile domów już straciliśmy, stąd czytelnicy znajdą w niej również zdjęcia domów już nieistniejących

Rzeczywiście, gdy usłyszałem, że to album, to spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Tymczasem poza samą stroną graficzną publikacja posiada potężne opracowanie tematu, również historyczne. Uważa to Pani za największą wartość swojej pracy?

Myślę, że jej wartością jest pokazanie procesu niszczenia tych domów. Przedstawiam te obiekty na przestrzeni mniej więcej ostatnich 100 lat. Pokazuję, ile z nich straciliśmy, by uzmysłowić, z jak delikatną materią mamy do czynienia. Chciałabym tą książką ostrzec wszystkich i wzbudzić refleksje nad zachowaniem tego dziedzictwa.

W publikacji zawarła Pani wszystkie zdjęcia ze swoich zbiorów?

Nie są to wszystkie zdjęcia z moich zasobów, a jedynie wybrane. Przy czym niektóre rzeczywiście nie są najlepszej jakości. Wiąże się to z tym, że często miałam tylko jedną szansę na zrobienie danej fotografii. Z różnych powodów. Czasami dlatego, że właściciele udostępniali mi lokal tylko raz. To w końcu w większości domy prywatne i to, że ktoś mi na to pozwolił, jest dużą uprzejmością ze strony właścicieli. W niektórych przypadkach domy się rozpadły, zostały rozebrane lub spalone. W takich sytuacjach często musiałam sięgać po zdjęcia archiwalne.

Jak to się stało, że trafiła Pani na Żuławy?

Na Żuławy 20 lat temu wywiózł mnie mój obecny mąż, wtedy jeszcze kandydat na męża. Tam odbyła się nasza pierwsza randka. Na naszej pierwszej wspólnej wyprawie przeszliśmy pieszo z Tczewa do Piekła. Od tego czasu jestem zakochana w tym miejscu.

Być może dlatego tak dobrze to Pani wspomina. Domyślam się, że to nie jedyna taka podróż.

Na Żuławy powracamy z pewną regularnością, zazwyczaj w celu kolejnych wypraw. Najlepiej poznawać je rowerem, ponieważ jest to środek lokomocji, który pozwala na spokojne podziwianie rzeczywistości. Dzięki niemu możemy się zatrzymać, odpocząć, zobaczyć to co chcemy i kiedy chcemy.

Po tych 20 latach Żuławy wciąż mają przed Panią coś nieodkrytego?

Żuławy stale zaskakują. Naszym najnowszym odkryciem jest podziwianie Żuław z perspektywy wody. Od pewnego czasu pływamy po żuławskich rzekach i kanałach deskach i dzięki temu odkrywamy właściwie zupełnie inny charakter Żuław. Kiedy pływamy po Motławie czy Tudze przedstawiają one zupełnie inne, także piękne oblicze.

W codziennej pracy też nawiązuje Pani do Żuław?

Jeśli chodzi o prace nauczyciela akademickiego, to staram się przekazać moim studentom wiedzę na temat krajobrazu kulturowego i jego ochrony. Żuławy są świetnym przykładem tego, jak taki krajobraz chronić, ale również jak można go różnymi ingerencjami zepsuć.

Ale projektuje Pani też domy podcieniowe w ramach warsztatach architektonicznych z dziećmi.

Uważam, że wrażliwości na krajobraz i na to co nas otacza, należy uczyć od najmłodszych lat. Taka zabawa, gdzie dzieci tworzą model domków podcieniowych, powoduje, że są bardziej świadome tego co je otacza. Z drugiej strony dzieciaki bardzo czesto kiedy już skończą, chcą te domy zobaczyć na żywo i wyciągają wtedy rodziców na wyprawy. Myślę, że pokazywanie świata przez zabawę, robienie takich domów z makiet to jest najlepszy sposób na to, by uzmysłowić, że istnieją inne domy niż tylko szarobiałe bloki, które nas otaczają w mieście.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie