Droga 501 wciąż w złym stanie, przy coraz większym ruchu. Mieszkańcy wyrażają oburzenie

Patryk Philipp
Patryk Philipp
Edyta Kozakiewicz
Udostępnij:
Od porozumienia w sprawie drogi wojewódzkiej 501 minęły już 3 miesiące. Mieszkańcy Mierzei z perspektywy czasu oceniają spotkanie jako ,,bezowocne”. W ogólnej ocenie nie udało się zrealizować dwóch najważniejszych postulatów: ograniczenia ciężkiego transportu oraz naprawy nawierzchni drogi 501. A wszystko to w przeddzień otwarcia sezonu letniego.

Droga Wojewódzka 501 do tej pory pozostaje największą ofiarą budowy przekopu Mierzei Wiślanej. Ciężki transport materiałów budowlanych nie tylko systematycznie niszczy nieprzystosowaną do takiego natężenia ruchu nawierzchnię, ale jest także bardzo uciążliwy dla mieszkańców. Koszt remontu drogi szacuje się nawet na 30 milionów.

- Remont drogi, nie przebudowa tylko remont, czyli doprowadzenie jej do takiego stanu, w jakim znajdowała się przed rozpoczęciem przekopu, kosztować będzie od 25 do 30 milionów złotych. W ramach prac trzeba będzie naprawić nawierzchnię poprzez ułożenie dwóch warstw bitumicznych i siatki wzmacniającej

- wskazywał w rozmowie z Radiem Gdańsk dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich Grzegorz Stachowiak.

Gdy 4 marca zakończono spotkanie mieszkańców, przedstawicieli samorządów, Urzędu Morskiego, Zarządu Dróg Wojewódzkich oraz wykonawcy przekopu - firmy NDI, mieszkańcy Mierzei żywili szczerą nadzieję poprawy sytuacji. Wypracowane wówczas porozumienie zakładało między innymi ograniczenie prędkości, rozpoczęcie remontów cząstkowych i przystąpienia do remontu kompleksowego, firma NDI zadeklarowała, że wszystkie samochody transportowe poruszać będą się zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Nadmorskie samorządy wystąpiły również o ograniczenie do Urzędu Morskiego o zmianę organizacji transportu materiałów budowlanych. Pojazdy docelowo powinny jeździć pojedynczo, a nie jak do tej pory w konwojach. Starania mają dotyczyć również ograniczenia liczby pojazdów w ciągu doby oraz przekwalifikowania części transportu na drogę wodną.

Co się udało?

Zarząd Dróg Wojewódzkich bezzwłocznie przystąpił do napraw cząstkowych drogi, wciąż poprawiane są jej najgorsze odcinki. Niedługo po porozumieniu na wybranych fragmentach drogi postawiono znaki ograniczające prędkość do 40km/h, ponato, na co szczególną uwagę zwracają mieszkańcy, wzmożono kontrole policyjne.

- Gminy i Zarząd Dróg Wojewódzkich częściowo wywiązały się z postanowień. Samorządy wystąpiły z odpowiednimi pismami, niestety nie na wszystkie otrzymaliśmy odpowiedzi. ZDW natychmiast rozpoczął również naprawy cząstkowe

- wyjaśnia wójt gminy Sztutowo Robert Zieliński.

- Niestety skończyło się to wyłącznie na naprawach fragmentarycznych. Prace planowane na przełom maja i czerwca zostały przełożone w czasie. Bardzo ubolewamy z tego powodu, bo wchodzenie w sezon z taką nawierzchnią jest bardzo trudne. Spodziewamy się wielu uwag od turystów.

Włodarz zaznacza, że w trakcie działań nad realizacją postanowień wielokrotnie wspierany był przez przedstawicieli Urzędu Morskiego. Zwraca też uwagę na współpracę pomiędzy ZDW a firmą NDI.

- UM stale wspiera nas w swoich staraniach. Niestety, gdy druga strona nie wykazuje dobrej woli nie wszystko jesteśmy w stanie wyegzekować. Uważam, że szczególną uwagę należy poświęcić na dialog pomiędzy firmą NDI a ZDW, tak, by w przyszłości móc doprowadzić drogę 501 co najmniej do stanu sprzed budowy przekopu

- podsumowuje wójt.

Ciężej, szybciej, niebezpieczniej

Najważniejszym postulatem zaraz obok remontu drogi 501, było ograniczenie ciężkiego transportu, zarówno liczby pojazdów, jak i tonażu czy intensywności. W ocenie tych ograniczeń mieszkańcy Mierzei są bezlitośni. Radio Gdańsk donosi o nawet piętnastokrotnym wzroście ruchu samochodów ciężarowych na Mierzei Wiślanej.

- Prowadzone naprawy tylko załatały dziury, tego nie można nazwać naprawą, a jedynie załataniem. Do tego naprawiono wyłącznie najgorsze, być może najgłębsze dziury. Te naprawy są niewystarczające, żebyśmy mogli w sposób bezpieczny korzystać z tej drogi

- mówi mieszkaniec Sztutowa.

- Transport, mimo zapewnień ograniczenia, znacząco wzmógł się w ostatnim czasie. Samochody jeżdżą co prawda pojedynczo, ale przeładowane. Chyba że są już bez ładunku, wtedy z kolei nie dotyczą ich ograniczenia. Mieszkam przy samej drodze, 3,5 km od przekopu

- zaznacza Iwona Chlebowska z Kątów Rybackich.

- Jakiś czas temu dobudowaliśmy część budynku, w tym momencie nowa elewacja jest już cała zniszczona.W ciągu dnia wciąż towarzyszą nam dźwięku ciężkiego tranportu.

Mieszkańcom wtórują także władze samorządowe.

- Nie mam co prawda miary i wagi w oczach, ale mam za to licznik w samochodzie i z czystym sumieniem mogę potwierdzić słowa mieszkańców. Zdarzyło mi się widzieć ciężarówki przejeżdżające przez Kąty Rybackie z 90 na liczniku

- zapewnia wójt.

- Jeśli chodzi o liczbę pojazdów, pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest tego ponad dwa razy więcej niż wcześniej. Przeładowanie widać gołym okiem, materiały budowlane często wystają poza naczepy.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie